To, co niżej napiszę nie jest wymyślone. Tak było rzeczywiście. Tylko fikcja literacka jest tworem ludzkiej wyobraźni, ale czy aby na pewno?

Na przełomie lat 50-ych i 60-ych ubiegłego wieku niezwykle modna stała się literatura fantastyczno-naukowa. Wiele było jej nurtów, a jednym z nich była próba ukazania w jaki sposób funkcjonować będzie na Ziemi populacja XXI czy któregoś z późniejszych stuleci. I oto na tle fantastycznie wielkich, supernowoczesnych budowli żyli i pracowali (oczywiście wyłącznie przy realizacji wielkich programów kosmicznych) poważni, niezwykle zasadniczy, ale też potwornie smutni ludzie oficjalnego obiegu. Posiadali oni wszystkie, jakie tylko autor zdołał wymyśleć, zdobycze techniki - a to latające samochody, a to supernowoczesne mieszkania w niebotycznie wysokich budynkach itp. itd. Posiadali też coś, co wymyślono właśnie wówczas - mieli wszczepione czipy. Te czipy miały być ich dobrodziejstwem, ale rzeczywistość była odmienna - ich zadaniem była ścisła inwigilacja, przy ich pomocy ludzie ci byli"sterowani".

Na szczęście istniał  jeszcze jeden poziom. Na tym poziomie, tworzącym coś na kaształt podziemnego, nieoficjalnego świata, istniała i tętniła radosnym życiem kraina ludzi wolnych, bo nieoczipowanych. Byli oni nieustannie ścigani przez oczipowanych policjantów. Pozbawieni własnej woli oczipowani ze zdziwieniem patrzyli na ludzi wolnych, ale nie znając smaku wolności nie rozumieli jak ona smakuje. A wystarczył jeden niewielki gest - po odrzuceniu czipa powracała radość i chęć do nieokiełznanej zabawy.

O tym wszystkim pisano ponad 60 lat temu, gdy w naszym kraju niewielu słyszało o urządzeniu zwanym komputer, a nikt go jeszcze wówczas na oczy nie widział, bo był tylko jeden i to na dodatek nie w Polsce. ;-)

Gdy teraz myślę o coraz to nowych pomysłach na uszczęśliwienie nas, nieodmiennie pojawia się przed moimi oczami tamten, wymyślony przed dziesiątkami lat obraz życia społecznego. I już nie muszę nadmiernie się wysilać, aby wyobrazić sobie idący ulicą tłum oczipowanych. Żaden z tych idących ulicą ludzi nie uczyni nic niedobrego, ani jeden z nich nie sprzeciwi się władzy - wszyscy będą bezpieczni i szczęśliwi. Ale czy znajdzie się nieco miejsca dla nieoczipowanych?